Wiejce – druga część dramatycznej historii

Jeszcze w roku 1865 dobra Wiejce, które wówczas, jak czytamy w wydanym w tymże roku Kurzgefasstes Statistisches Handbuch der Provinz Posen, miały 23,959 mórg włącznie z lasami. Właścicielem posiadłości był wówczas niejaki von Hireschfeld.

O jego osobie nic nie wiemy. Nie wiemy także czy to on sprzedał lwią część lasów fiskusowi. Nie mamy nawet pewności czy to on sprzedał dobra wiejeckie 22 września 1871 roku Adolfowi Wollmannowi.

Pewnym jest za to, że Wollmann kupił niewielki już majątek, który jednak w powszechnej świadomości był dobrami ziemskimi znacznych rozmiarów. Co więcej, wraz z ziemią kupił istniejącą od wielu lat hutę szkła o wcale niezłej reputacji, która jednak także była już tylko wydmuszką z marzeń o potędze. Bez źródła opału jakim były przynależne do włości lasy nie miała ona najmniejszych szans na egzystencję. W interesach ważna jest jednak wizja i wiara. Wollmann miał jak się zdaje wizję, umiał także wzbudzić w innych wiarę w jej spełnienie. Chociaż, jak dalszy ciąg historii pokazuje i wizja i wiara Wollmanna niewiele miały wspólnego z obrazem tak samo nazywanym a budowanym u innych.

herb von Hirschfeld

Wollmann, miał dużą łatwość w zaciąganiu zobowiązań a niewielką skłonność do ich regulowania. Gnębiony procesami coraz bardziej brnął w długi, zaciągając, jak to relacjonowała prasa, w sposób najnieuczciwszy pożyczki. Dla podejścia licznych wierzycieli i uniknięcia egzekucji uskutecznił różne pozorne transakcje sprzedaży i tym sposobem pozbywał się tego wszystkiego co reprezentowało istotną dla wierzycieli wartość. Sprzedał całe swe umeblowanie wraz z pościelą i sukniami oraz cały inwentarz teściowi.  Wydzierżawił na długie lata grunty chociaż ich rzekomy  dzierżawca Bensch przyznał później, że za dzierżawę nigdy nie płacił, i że nie otrzymał po sprzedaży przyobiecanych mu 8000 talarów.

Wiejce. Widok z loty ptaka. Fotopolska.eu

Tutaj rozpocznie się kryminalny wątek historii. Z licznych relacji prasowych poznajemy jej szczegóły, które oprócz makabrycznego i niespodziewanego  zejścia nowo wkraczającego na łamy opowieści bohatera – Neumanna, zawierają mnóstwo szczegółów z życia nowobogaczy na pruskiej prowincji. Mają także zupełnie zaskakujący epilog.

            W połowie marca 1874 roku poznał Wollmann w Berlinie, porucznika von Thielen. Pan von Thielen był synem majętnego właściciela dóbr w Pomeranii, między innymi Swornychgaci koło Chojnic, sam jednakże żadnego nie posiadał majątku. Jednak nazwisko von Thielen z pewnością było doskonałym kluczem otwierającym wiele drzwi. Często pojawiało się bowiem w prasie w tamtym czasie w jak najkorzystniejszych kontekstach. Jeden z członków rodziny, był nadradcą konsystoryalnym i zasiadał w naczelnej radzie kościoła ewangelickiego oraz we władzach oświatowych, jednocześnie pełniąc funkcję kapelana polowego armii dla Pomorza. Ten nadkaznodzieja kościoła ewangelickiego, przez czas jakiś był kaznodzieją nadwornym. Będąc szwagrem dawnego ministra wojny marszałka Roona doskonale wykorzystał szansę jaką dał mu pozycja teścia, został nawet naczelnym protestanckim jałmużnikiem armii Prus. Odchodząc z tego świata w 1887 roku zajmował zaszczytne stanowisko kaznodziei wielkiej księżnej badeńskiej.

herb von Thielen

Kiedy więc, błyszcząc chwałą rodowego nazwiska, von Thielen zwierzył się Wollmannowi, że chciałby kupić jakiś majątek ziemski ten wyczuł okazję i zaproponował mu kupno dóbr Wiejce. Chociaż potencjalny kupiec nie miał wystarczająco dużo pieniędzy, Wollmann parł do zawarcia transakcji, jedynie pod warunkiem rękojmi regularnej wpłaty odsetek udzielonej przez ojca Thielena. Mimo, że sprzedający ostatecznie żadnej gwarancji nie otrzymał, do transakcji doszło 6 kwietnia 1874 r. Dobra Wiejce z wyjątkiem huty nabył von Thielmann za 274,000 tal. Majętność była już tylko cieniem wcześniejszych dóbr. Jak doniósł Dziennik Poznański 10 kwietnia 1874 roku, miały jedynie 3123 morgi kwadratowe powierzchni. Kontrakt ten, należało by uznać za czynność pozorną. Dalszy bieg wypadków nie pozostawia tu pola na wątpliwości. Tym niemniej transakcja miała miejsce i formalnie właścicielem Wiejc został von Thielen. Sprzedaż nie zmieniła w niczym dotychczasowego zarządu, który był wyłącznie w rękach Wollmanna. To on wraz z całą rodziną mieszkał we dworze.   Zarządzającym majętnością z polecenia ojca był jego syn Benno. Thielena wprawdzie przedstawiono jako nowego właściciela, jednak ten nie troszczył się o gospodarstwo i w kilka dni po podpisaniu kontraktu opuścił Wiejce.

Dziennik Poznański, 4 grudnia 1875

            Z Wollmannem i Thielenem przybył z Berlina do Wiejc major pozasłużbowy 35. Pułku Landwery – Karol Neumann. Jego osoba ma duże znaczenie dla naszej opowieści zatem nie poskąpię państwu szczegółów. Neumann wystąpiwszy z wojska zamieszkał w Berlinie. Nie miał majątku i utrzymywał się głównie z pensji, wynoszącej 700 talarów. Przy szczupłych dochodach żył często na koszt innych, nie stronił także od zaciągania długów, a jako człowiek błyskotliwy i nie mający kłopotów w kontaktach międzyludzkich zajmował się często pośrednictwem przy różnych nie zawsze kryształowo czystych transakcjach. Pan Karol żył w konkubinacie z niejaką Baeslach, z którą miał troje dzieci. Był to silny, wesoły i lubiący świat i jego przyjemności człowiek. Adolf Wollmann poznał Neumana jesienią roku 1873 w Berlinie.  Wtedy Neumann odgrywał rolę pośrednika między Wollmanem a kupcem Lauterbahem w jakiś tajemniczych transakcjach. W celu ich zrealizowania przedsięwziął nawet w listopadzie roku 1873 podróż do Warszawy i Poznania. Pośrednictwo to miało przynieść mu kilka tysięcy talarów zysku. Jednak Wollmann  nie wypłacił mu tyle ile przyobiecał. Mimo to stosunki między obu panami stawały się coraz serdeczniejsze. Wollmann posługiwał się Neumannem coraz częściej przy załatwianiu nieczystych interesów i traktował go jako powolne w swoim ręku narzędzie. To Neumann miał pośredniczyć przy zakupnie przez Thielena dóbr Wiejce, z pewnością był wtajemniczony w szczegóły kontraktu z 6 kwietnia 1874. W nagrodę został nawet członkiem rady nadzorczej stowarzyszenia akcyjnego Huty Szkła „Charlottenhütte”. Okazało się później, że książki Towarzystwa akcyjnego Charlottenbütte nie zasługują na wiarę a kupiec Levy z Wrocławia (wuj Bennona Wollmanna) przyznał nawet, że prowadził je nieporządnie.

Kurier Warszawski, 16 maja 1875

            Neumann przybył do Wiejc 2 kwietnia 1874. Już 15 kwietnia 1874 roku u zdrowego dotąd zupełnie mężczyzny zaobserwowano pierwsze symptomy niebezpiecznej choroby. Skarżył się on, że go coś strasznie wewnątrz pali, i że mu się chce pić bezustannie. Wieczorem pił wino z Benonem Wollmannem a nazajutrz znalazła go służąca leżącego na sofie i wijącego się w boleściach. Wieczorem tego samego dnia Neumann stracił przytomność. Z ust toczyła mu się piana. Wezwany fizyk powiatowy (lekarz) dr Hartwich oświadczył, iż chory rażony został paraliżem mózgowym, a poparł go w tym dr Lewkowicz, który wspólnie z nim konsultował chorego. Neumann umarł w nocy z 19 na 20 kwietnia, a już następnego dnia go pochowano. Po pogrzebie podano śniadanie, podczas którego dużo pito a Adolf Wollmann był podobno bardzo wesoły. Niebawem gruchnęła pogłoska, że Wollmanowie otruli Neumanna. Inspektor gospodarczy w dobrach Wiejce zadenuncjował nawet oficjalnie swego chlebodawcę, jako sprawcę otrucia. Rozpoczęte śledztwo nie potwierdziło tego faktu, a denuncjatora sąd międzychodzki skazał za oszczerstwo na więzienie.

            Stało się tak zapewne za sprawą bardzo przyjacielskich stosunków jakie łączyły dyrektora sądu międzychodzkiego pana Goest i radcę Hartmann (odpowiednik oskarżyciela) z Wollmannem. Jak doniósł Kurjer Warszawski dnia 28 maja 1875 r. obaj panowie zostali suspensowani (zwolnieni dyscyplinarnie) ze swoich urzędów po postępowaniu wyjaśniającym.

Wiarus, 11 maja 1875

Kiedy jednak pogłoska o morderstwie coraz uporczywiej się rozpowszechniała i gdy głos opinii publicznej coraz natarczywiej wskazywał obu Wollmannów jako morderców nie pozostało prokuraturze nic innego jak zarządzić śledztwo i polecić ekshumację zwłok. Mimo, że nastąpiło to dopiero 17 marca, zdołał profesor dr. Sommerschein w Berlinie stwierdził we wnętrznościach zmarłego ślady arszeniku równające się 0,00625 gramów kwasu arszenikowego co doprowadziło go do konkluzji, że Neumann został otruty. Od tej chwili młyny wymiaru sprawiedliwości zaczęły mielić jakby szybciej a prasa wręcz kipiała od relacji, które zanim proces sądowy się zakończył skazały tak Wollmanów jak i Thielena.

Kuryer Poznański, 28 lipca 1877

W Berlinie został aresztowany podporucznik rezerwy von Thielen i przewieziony pod eskortą porucznika i podoficera z 2. Pułku Gwardii Grenadierów imienia Cesarza Franciszka Józefa do Międzychodu, i tam osadzony w więzieniu sądu powiatowego. Później (9 maja) odstawiony został do więzienia w Babimoście.  Ten został jednak wkrótce uwolniony jako, że miał solidne alibi, nie było go w tym czasie Wiejcach. Nie uniknął co prawda odpowiedzialności karnej za konszachty z Wollmannem, został bowiem skazany prawomocnym wyrokiem II instancji z dnia 11 marca 1875 za obrazę publiczną i umyślne sponiewieranie na 4 miesiące więzienia.  (Odsiedział z tego miesiąc i jeszcze w 1877 ścigany był listami gończymi dla odbycia reszty kary).

Jednocześnie we Wiedniu uwięziono na wniosek nadesłany z Berlina byłego właściciela dóbr Wiejce – Adolfa Wollmanna wraz z synem Bennonem, który zdążył już zapisać się na studia rolnicze. Tych także przewieziono do więzienia sądu w Międzychodzie. Warto nadmienić, że cieszyli się tam niemałymi względami, pozwalano im między innymi na korzystanie z posiłków przynoszonych z restauracji w mieście.

Wiejce, Pocztówka z przełomu XIX i XX w. Fotopolska.Eu

Wkrótce potem rozpoczął się proces o morderstwo. Sprawa toczyła się na forum sadu przysięgłych w Międzyrzeczu. W toku procesu nader szczegółowo omawiano motywy zbrodni. Śmierć majora Neumanna miała być spowodowana tym, że ten groził oskarżonym denuncjacją ponieważ ci nie wypłacili mu obiecanego wynagrodzenia za sprzedaż weksli i hipotek oraz puszczanie ich w obieg, a oskarżeni chcieli zapobiec ściganiu ich procederu. Dodatkowo major Neumann posiadał pewną ilość weksli Wollmanna, który jakoby spodziewał się, że przez otrucie swego wierzyciela, zapobiegnie ostatecznemu swojemu upadkowi. Wieś Wiejce była już na początku 1875 roku bowiem subhostowaną (zajętą przez komornika) a należącą do włości hutę szklarnią uchroniła od subhosty, tylko sprzedaż teściowi.

Wszystko zdawało się świadczyć przeciwko oskarżonym. Z zeznań licznych świadków wynikało, że starszy Wollmann jest człowiekiem złym, oszustem gotowym dla własnego zysku zniszczyć najlepszego nawet przyjaciela. Nitykowski, dyrektor jego huty szklanej, nazwał go dosłownie potworem straszliwym i hieną w ludzkiej postaci. Także agent Hohmann, u którego Wollmann przemieszkiwał w Berlinie zeznawał, że ten skrzywdził go na 35.000 talarów. Dodatkowo żona Hohmanna, poszkodowana na swoim osobistym majątku zeznała, że Wollmann dla uniknięcia swoich zobowiązań usiłował umieścić ją w domu dla obłąkanych.

Obaj oskarżeni twierdzili jednak, że są niewinni, zbijając zręcznie kolejne oskarżenia i starając się przekonać sąd, że tylko chęć zemsty, zła wola, a nawet krzywoprzysięstwo sprowadziły obu na ławę oskarżonych. Starszy Wollmann wykazał się aktem notarialnym, z którego jasno wynikało, że dnia 14 kwietnia był w Berlinie. Twierdził, że karierę swą rozpoczął posiadając 15,000 talarów własnego majątku i 50,000 otrzymanych w posagu. Ogólna klęska i złe czasy przyprawiły go jednak o ruinę. W czasie rozprawy odczytano list, pisanego przez Benona Wollmanna w więzieniu międzychodzkim i wręczonego przezeń żonie dozorcy z prośbą, aby go odesłano wujowi Benona, p. Levy we Wrocławiu. Benon wzywa wuja swego, aby się wystarał o świadectwo lekarzy, stwierdzające, iż Neumann nie został otruty, w którym by nadto główny nacisk położono na to iż w ciele może się przez dłuższy przeciąg czasu osadzać arszenik, i że człowiek bez nadwyrężenia zdrowia może spożyć małe dozy arszeniku. Okazało się bowiem, że major Neumann został zwolniony z wojska na skutek jego częstych narzekań na uporczywe bóle głowy. Zażywał on leki dla ich złagodzenia. Służąca w Wiejcach zeznała, że przynosiła mu często flaszeczkę z kroplami na ból głowy, których i ona sama często używała a które jej nigdy nie szkodziły, z homeopatycznej apteczki. W apteczce homeopatycznej znajdowały się  flaszki ze specyfikiem z zawartością arszeniku. (Dzisiaj uznajemy to za nieprawdopodobne ale w XIX wieku używano takich specyfików).

Temperaturę na Sali sądowej podkręcał fakt, że Adolf Wollmann w roku 1874 udał się do Galicji, gdzie we Lwowie nabył znaczne dobra i poznał się z książętami Augustem i Antonim Sułkowskimi. Ci mianowawszy go swoim jeneralnym agentem przyrzekli mu 10 procent ze sprzedaży 40 milionów stóp kubicznych drzewa budowlanego w dobrach Komaińska. W liście nadesłanym sądowi powiatowemu w Międzychodzie wyraził ks. August Sułkowski swój żal z powoda uwięzienia Wollmanna, który był jeneralnym jego agentem i oświadczył, iż mimo wszystkich czynionych Wollmannowi zarzutów, pokłada w nim zupełne zaufanie i jest przekonany o jego niewinności.

Po przesłuchaniu 71 świadków prokurator zażądał uznania oskarżonych winnymi zbrodni morderstwa. Jednak sąd przysięgłych po naradzie wydał wyrok uniewinniający. Wobec czego  wypuszczono Wollmannów bezzwłocznie na wolność.

herb von Rathenow

Losy właścicieli włości wiejeckich, czy to rzeczywistych czy to pozornych przez kilka kolejnych lat nie są mi znane. Toczyły się bez większych sensacji mogących wywołać zainteresowanie prasy. Dotychczasowy przekaz niesie informacje jakoby kolejnym znanym nam właścicielem Wiejc rodzina von Rathenow zaś pod koniec XIX wieku dobra zakupuje rodzina von Lӧbecke. Trudno jednak zgodzić się z tą chronologią.

herb von Loebbecke

               Kurzgefasstes statistisches Handbuch der Provinz Posen wydany w roku 1877 przy haśle Wiejce w powiecie międzychodzkim podaje bowiem następujące informacje: dobra ziemskie o powierzchni 3260 mórg = 832 hektarom, przynoszące dochodu netto 1986 Reichsmarek są własnością von Loebbecke a zarządza nimi Urbasch. Być może dalsze badania lepiej wyjaśnią i tę nieścisłość dotychczasowego przekazu. O nich niestety nie udało się niczego pewnego wyszukać.

 Niezależnie od zmieniających się właścicieli toczyła się aktywność rolnicza w majątku. Wielkie przedsięwzięcie pruskiego rządu wspierającego intensyfikację wykorzystania użytków rolnych poprzez regulowanie biegu rzek dotarło także na obszar majętności wiejeckiej. Leżącą na prawym brzegu Warty, nizinę między Wiejcami a Małym Krobielewkiem, obejmującą 432 morgi, która dotąd nie była chroniona od wylewów rzeki odgrodzono od rzeki wałem przeciwpowodziowym, Prace zakończono w roku 1864 przez ukończenie grobli i połączenie dolnej jej części z leżącą tamże wyżyną. W przeciwieństwie do innych urządzeń hydrotechnicznych w okolicy utrzymywanych przez specjalnie do tego celu powołane towarzystwa zrzeszające zainteresowanych właścicieli posiadłości ziemskich groble znajdujące się w obrębie dominium Wiejc utrzymywane były przez dominium. Natomiast wały zlokalizowane w obrębie gminy Krobielewka Małego utrzymywała gmina. Stąd też nie było potrzeby utworzenia formalnego stowarzyszenia celem melioracji tej niziny. Również częściowych na prawym brzegu Warty na obszarach leżących pod Starą Maryną i poniżej niziny pod Wiejcami i Krobielewkiem wyreperowano stare groble, które jednak, nie będąc zamkniętym ciągiem, zabezpieczały tylko niewielkie przestrzenie. (Dziennik Poznański, nr 257, 10 listopada 1865, s.4. Dziennik Urzędowy Regencji Poznańskiej, 17 października 1865 r, nr 42). Wiadomo także, że w roku 1881 wzdłuż rzeki Warty po jej prawej stronie w Wiejcach i Krobielewku wykonano kosztem 24,500 marek wały przeciwpowodziowe długości 3600 metrów ochraniające tereny o  powierzchni 123,94 hektarów.

Wiejce. Fotopolska.Eu

               Wiejce nie były już jednak wielką majętnością ziemską. W „Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” w tomie 13, wydanym w roku 1893, na stronie 302 odnajdujemy taki jej opis. „Majętność Wieje z hutą Charlottenhuette (2 dymy, 51 mieszkańców), ma 11 dymów i 130 mieszkańców (w tym 37 katolików i  96 protestantów). Jej obszar wynosił 879,31 ha (w tym 197,10 roli, 681,91 lasu). Czysty dochód z ziemi szacowany jest na 3177 marek. Na miejscu jest gorzelnia i huta szklana (niestety nie mogę potwierdzić czy działająca). Parafia protestancka Wiejce liczyła około 1860 roku 1133 wiernych zamieszkałych w 11 osadach. Na tym samym terenie mieszkało 161 katolików. Nadleśnictwo Wiejce obejmowało 7167,93 ha (69,15 roli, 11,19 łąk, 5,36 pastwisk., 7251,67 lasu, 128,13 nieużytków i 1,53 wody).

herb von Benningsen

               Kolejnym tajemniczym właścicielem Wiejc jest rodzina Raetzoll z Berlina, która posiadała majątek w latach 1902-1904. Po roku 1904 majątek zakupiła rodzina von Benningsen. Wtedy to, po dziesięcioleciach, kiedy to majątek pozostawał bez dobrego gospodarza, a właściciele zmieniali się prawie tak często jak pory roku, dla Wiejc wreszcie zaświeciło słońce świetlanej przyszłości. Majątek zakupiła rodzina von Benningsen. Ostatni znany nam właściciel Wiejc Aleksander von Benningsen był synem Rudolfa, wysokiego urzędnika, który zrobił znaczną karierę w niemieckich koloniach: Afryce Wschodniej i Papui Nowej Gwinei. W swojej karierze był on pierwszym gubernatorem Niemieckiej Nowej Gwinei od 1 kwietnie 1899 do 10 czerwca 1901 roku. Oprócz pracy urzędniczej Rudolf był wysokiej klasy entomologiem. Wyniki jego badań nawet współcześnie są często przywoływane przez naukowców. Do 1945 r. w pałacu przechowywany był jego pamiętnik o latach spędzonych w Afryce oraz kolekcja unikalnych motyli.

Pałac w Wiejcach.
Rudolf von Bennigsen. Gubernator.

                Regulacje Traktatu Wersalskiego umieściły Wiejce po niemieckiej stronie granicy. Dotarcie do niemieckich archiwów jest  dosyć utrudnione. Wiadomo, że gospodarujący w Wiejcach w latach 30. XX wieku oberleutnant Aleksander von Benninngsen rozbudował majątek.Dwór został powiększony o dwa boczne ryzality, ujednolicono elewacje, a wnętrza zaadoptowano do nowych funkcji. Osiągnięto w ten sposób formę neobarokowego pałacu. W tym samym okresie powiększono park oraz założenie folwarczne. Współczesny dwór jest budynkiem dwupiętrowym. Główne fronty zostały zaprojektowane z trójosiowego pseudoizalitu, którego zwieńczeniem jest trójkątny szczyt od strony dziedzińca i półkoliste szczyty od strony ogrodu. Cały budynek ma dwuspadowy dach. Po zachodniej stronie dobudowana ostała oranżeria. W szczycie nad głównym wejściem umieszczono herb Bennigsen i Zedlitz.

Podczas II wojny pałac w Wiejcach nie ucierpiał, ale jego wyposażenie uległo rozproszeniu (zostało rozszabrowane). Po 1945 r. była w nim szkoła, a do 1958 r. Państwowy Dom Wczasów Dziecięcych im. Janka Krasickiego. Funkcja wymagała dostosowania do potrzeb dzieci, a więc zmieniono układ sal.

W 1967 r. w pałacu wybuchł pożar, który zniszczył wysoki dach i stropy nad piętrem. Mimo takich zniszczeń, a może właśnie z tego powodu przejął go Wojskowy Zakład Motoryzacyjny nr 3 z siedzibą w Głownie koło Łodzi. Po remoncie znów służył wakacyjnemu wypoczynkowi dzieci, ale ładny, wysoki dach został zastąpiony płaskim. Po sprywatyzowaniu Zakładu w 1994 r. pałac zmienił właściciela, potem był kilka razy sprzedawany. W 2003 r. wykonany został remont, który uzyskał nagrodę w VIII edycji Ogólnopolskiego Konkursu „Modernizacja Roku” oraz tytuł „Lubuski Mister Budowy”.  Obecnie właścicielem pałacu i sąsiednich zabudowań jest firma, która specjalizuje się w usługach hotelarskich.

Obok pałacu do kompleksu wchodzi rządcówka, folwark, domek ogrodnika oraz oranżeria. Całość w pięknie położonym i zadbanym parku, jest jednym z bardziej reprezentacyjnych obiektów na konferencje, zjazdy i wypoczynek w okolicy.

Roman Chalasz©2020

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

1 + 17 =