Jaroszewo – baśnie i fakty o pięknym wczasowisku koło Sierakowa

Cieple promienie słoneczka, nadające upragniony brązowy odcień skórze wczasowiczów, czasami przesłaniają snujące się po niebie leniwie, białe baranki chmur. Gorąco południa przyciąga je jakby znikąd. Jest ich coraz więcej i więcej, są coraz wyższe i większe. Kiedy piętrzące się przez całe popołudnie nad głowami wczasowiczów cumulusy pociemnieją u dołu, stając się szaro granatową zapowiedzią nadchodzącej ulewy a uderzające coraz mocniej spod wypiętrzonych cumulonimbusów szkwały przegonią wypoczywających w zacisze hotelowych pokoi i domków kampingowych, wtedy przychodzi czas na rozmowy. Dawniej bajarze zaczynali opowieść: dawno, dawno temu …

Dzisiejszą opowieść o jeziorze Jaroszewskim i wsi Jaroszewo wyszumiał wiatr i … wyszperałem w archiwach.

Przed stu z górą laty cała okolica słynęła z hodowli owiec. Gospodarujący w nieodległym Kwilczu hrabia Kwilecki sławny był w całym Wielkim Księstwie Poznańskim, ba w Prusach całych nieomal, z doskonałych owieczek. Zbocza malowniczych pagórków w wielu miejscach bieliły się żywymi plamkami pasącego się runa. W Jaroszewie, a może w Grobii owce hodował wtedy  stary Baltazar. Kiedy tylko udawało mu się zgromadzić uważne audytorium snuł opowieść o zatopionym mieście. Najwierniejszych słuchaczy znajdował między młodymi rybakami. To oni zmagając się na co dzień z niespodziankami głębokich toni, które co róż zaskakiwały ich, a to podartymi niewodami, a to poszarpaną  siecią, a to przetartymi linami, najciekawsi byli ukrytych w głębinach tajemnic.

Jaroszewo – fragmet mapy majętności sierakowskiej z czasów Bnińskiego

Baltazar  opowiadał: Bardzo dawno przed laty, kiedy chodzili po świecie różni wieszcze o nadzwyczajnej mocy, jeden z nich trafił do Jaroszewa. Było to wtedy ładne miasto. Jednak chociaż rozbrzmiewało stukotem misek szykowanych do wieczerzy, a z okien docierał smakowity zapach świeżego chleba, nikt nie chciał wpuścić stukającego do drzwi, obdartego biedaka. Nawet Baltazar nie wspominał czy był to dziad proszalny, jak wtedy mówiono na wędrujących żebraków, czy ubogi pątnik w drodze do sanktuarium, czy może bajarz, który nie znalazł słuchaczy. Zgłodniały, znużony, brudny, pukał do każdej chaty po proszonym przez calusieńki dzień, a wszędzie odprawiano obdartusa z niczym. Ledwo wlokąc nogami doczłapał się do drzwi ostatniej chaty. Na wzgórzu, w miejscu które dzisiaj nazywamy Diabłowo stała chata, jedyna która później została z legendarnego miasta. W tej chatce mieszkała stara, biedna wdowa. Ona to przygarnęła wędrowca, nakarmiła go, choć sama niewiele miała. Jako posłanie przyniosła wiązkę słomy, na której nieborak przespał do rana. Na drugi dzień gość pokrzepiony, wypoczęty poprosił o miskę do mycia. Gdy gość się mył, wdowa wyskrobała z beczki, w której przechowywała mąkę, resztki, które tu i ówdzie przywarły do dębowych klepek i uwarzyła z niej polewkę. Zużywszy na okrasę ostatnie skrawki słoniny i podzieliwszy ostatni kawałek suchego chleba zaprosiła gościa na śniadanie. Ten posiliwszy się  umył ręce, zrobił jakiś znak w powietrzu, wylał wodę szerokim łukiem w kierunku miasta i zniknął nie powiedziawszy ani jednego słowa podzięki.

Widok jeziora Jaroszewskiego ze skarpy nad jeziorem. Widokówka z okresu II wojny światowej.

Wtedy zaczęły się dziać niesamowite rzeczy. Choć na niebie nie było ani jednej chmurki, powietrze rozdarł grzmot taki, że aż ziemia drżała. Zaczęły walić się drzewa i chałupy, kurz, para i woda wydobywały się z ziemi. Staruszka upadła na ziemię i tylko szeptała modlitwę, ale strach tak ją opanował, że w końcu straciła przytomność. Kiedy babuleńka odzyskała świadomość było już ciemno. Wróciła do swojej chaty. Rozpaliwszy ogień w kominku zauważyła duży bochen chleba na stole oraz kilka połci słoniny wiszących nad kominkiem. Mocno zdziwiona, zmęczona przeżytym strachem, ale i radosna na myśl o obfitym śniadaniu jakim będzie mogła rozpocząć następny dzień, położyła się spać. Kiedy już wstała, chciała pójść by uzbierać chrustu na opał. Żeby zarzucić wiązkę gałęzi na plecy koniecznie trzeba je związać, do tego potrzebowała powrozu wiszącego w komórce. Przechodząc obok beczki na mąkę zamarła w niedowierzaniu. Beczka była wypełniona po brzegi najpiękniejszą, bielutką mąką. Długo myślała nad tym skąd się te bogactwa wzięły i w żaden sposób wytłumaczyć sobie tego nie umiała. Postanowiła pójść do miasta i powiedzieć ludziom co jej się przydarzyło. W starej dębowej skrzyni służącej jej jako szafa miała odświętną chustę, jedyne okrycie zniszczonego kaftana, z którym nie rozstawała się nigdy. Jakie było jaj zdziwienie, kiedy zobaczyła, że starej czarnej chusty nie było. W skrzyni natomiast lśniły najpiękniejsza bielizna i suknie. Trzęsąc się z wrażenia i niedowierzania zaczęła wkładać i głaskać po kolei rzeczy jakich jaszcze nigdy nie widziała. Na samym dnie skrzyni był woreczek wypełniony złotymi monetami. Bawiła się nimi jak małe dziecko, nie wiedząc wcale jaką przedstawiają wartość, bo przecież była niegramotna. Pieniądze schowała tam, gdzie były poprzednio. Wszystkie rzeczy poukładała, zamknęła skrzynię i postawiła dzieżką od zarabiania chleba na wieku. Pomyślała „Nic, tylko cudotwórca mi to wszystko sprawił. Najlepiej pójdę do księdza i opowiem o wszystkim jak na spowiedzi”. Zaledwie przedreptała kilka kroków po obejściu zdumiała się, przetarła oczy, zamknęła i otworzyła, a tu dokoła woda i woda. W miejscu gdzie dawniej stało miasto rozpościerało się jezioro. Tam gdzie było najniżej, jakieś 100 m od wyspy jest dzisiaj prawie 40 m głębokości – opowiadał Baltazar. To stamtąd wyciągano  niewodem kamienie takie same jak przy drogach, nie okrągłe, a raczej ręką ludzką obrabiane. To resztki miasta, to o te domy, które zostały rozwalone, o powstały z nich kupy gruzów, niewód na pewno się haczy. Ludzie mówią, że tu podobno były jakieś grobowce przywalone ogromnymi kamieniami, ale zresztą we wszystko wierzyć nie można.

Miejscowi młodzieńcy przez kolejne pokolenia snuli opowieści dalej, zaszywając się często dla przeczekania niepogody, wraz z wdzięcznymi słuchaczkami, w szopie na sprzęt rybacki jaka dawniej, stała na wyspie. Po szopie już nie ma śladu, a i wysepka ledwie wystaje nad poziom wody, bardziej przypominając kępę trzcin niż kawałek suchego lądu na którym można by usiąść dla odpoczynku czy się położyć na kocyku. Zostały po niej wspomnienia, których radosną naturę z pewnością trafnie oddają pozostające w użyciu nazwy: Tucidam, Tumidaj czy Tumidajka.

Tyle legendy … Chociaż to nie jedyna mistyczna tajemnica, którą kryją wody jeziora Jaroszewskiego. Niestety bajarz, który ułoży opowieść o tym jakie to ogromne raki, wiadrami, na zupę z szyjek rakowych z jeziora przynoszono, jeszcze w nasze okolicę nie zawitał. Nikt nie opowiada o tym jak to tłuste miętusy swoim przepysznym mięsem cieszyły podniebienie nie tylko okolicznych mieszańców, jak wspaniale smakowały królewskie, wędzone sielawy, ani o tym jak to połów przynosił węgorze grube jak  ramię majstra.

Jezioro Jaroszewskie jest malowniczo położone o 1,5 km od Sierakowa na południe. Leży na wysokości 38 m nad poziom morza ma w najgłębszym miejscu 37,5 m głębokości. Długie na 1,9 km i na 1,0 km szerokie jest pięknym akwenem o powierzchni 92 ha. Jezioro Jaroszewskie to jezioro polodowcowe, współcześnie szczycące się II klasy czystości wody. Jego dno jest zróżnicowane, charakteryzują je liczne wypłycenia i przegłębienia. Warstwa mułu na dnie wynosi średnio 20 cm. Roślinność porasta dno nierównomiernie i występuje tylko na około 6 ha powierzchni. Miejscami tworzy na płyciznach podwodne łąki złożone głównie z osoki aloesowej, rdestnic, wywłócznika i ramienic. Wędkarze mogą złowić w jeziorze: liny, leszcze, jazgarze, karasie, krąpie, kiełbie, okonie, płocie, szczupaki, ukleje, węgorze i wzdręgi. Poza tym podobno w jeziorze żyją jeszcze, niedostępne dla wędkarzy sielawy i sieje.

Mapa Jeziora Jaroszewskiego. Rys. Roman Chalasz

Obramowanie jeziora tworzą pagórki sięgające 50 i więcej metrów ponad poziom wody. Brzegi, których długość wynosi około 4,5 km są na prawie całej długości dostępne. Wzdłuż północno-zachodniego brzegu ciągnie się  las iglasto-liściastym o dość starym drzewostanu, dochodzący do samej wody. Strona północno-wschodnia jest odsłonięta. Zbocza pagórków od tej strony pokryte są siatką pól i łąk i to stamtąd wieją, pomyślne dla uprawiających sporty wodne, wiatry.

Czy to jezioro dało nazwę wiosce czy było może odwrotnie już nie uda się dojść.

Najstarsze wzmianki o istnieniu wsi Jaroszewo pochodzą z roku 1393 i wymieniają właściciela włości szlacheckiej Pana  Niemierza z Jaroszewa, Jaroszowskiego. Tenże władał wsią do co najmniej 1403 roku. W latach 1409-10 wieś była w posiadaniu Jana Jaroszewskiego. Kolejnym właścicielem był Mikołaj Jaroszewski władający wioską w latach 1412-13. Mniej więcej wtedy nazwisko Jaroszewski po raz ostatni wymieniane jest w dokumentach rodów władających okolicą. Już w roku 1412 bowiem Dobrogost Sierakowski toczy proces z Jarandem Baworowskim o poręczenie dotyczące  przekazania [mu] dziedziny Jaroszewo za którą dał 20 grzywien i 20 szt. bydła. Nie wchodząc w dalsze szczegóły, od tego czasu mniej więcej Jaroszewo stopniowo coraz silniej związane było z dobrami sierakowskimi, aby ostatecznie za czasów Łukasza Górki (w roku 1450) stać się jego nieodłączną częścią. Opisujące stan posiadania tego możnowładcy dokumenty wymieniają: oppidum Szirakow (miasta Sieraków) villis (wsie) Gora, Jaroszewo, Luboschyna, Closschovicze, Osrza, Powno, Tucholya, Bucovecz

Od roku 1438 Jaroszewo jest wymieniane jako wieś powiatu Poznańskiego zaś od 1580 jako przynależąca do parafii sierakowskiej.

Wioska w składzie dóbr sierakowskich przechodziła wielokrotnie z rąk do rąk, będąc w posiadaniu wielu znamienitych postaci. Będąc przez długie lata przedmiotem zastawów znajdowała się w rękach żony króla Polski, potem jej córki – królowej Francji, później była własnością wielkiego saskiego ministra i możnego Polskiego senatora by w końcu zostać sprzedaną Królowi Prus. Przy okazji niektórych z tych transakcji sporządzano szczegółowe i bardzo plastyczne inwentarze dóbr sierakowskich, które wykorzystałem do sporządzenia krótkiego ich opisu. Pozwolę sobie zwrócić uwagę czytelników na kilka wymienionych w nich nazwisk, które pomimo upływu bez mała 300 lat są nam doskonale znane jako nazwiska naszych obecnych sąsiadów, kolegów i koleżanek czy krewniaków i powinowatych. O ile bowiem badanie koligacji rodzinnych urodzonych (szlachty) jest stosunkowo łatwe (okropne sformułowanie – chodzi mi jednak o prawdopodobieństwo i stan zachowania archiwaliów) o tyle w przypadku włościan przejście poza granicę 1800 roku często bywa niemożliwe. Dopiero bowiem władza pruska nadała przechowywaniu dokumentów rygor, penalizując wszelkie zaniedbania oraz zbudowała i ujednoliciła system aktów prawnych związaniem z funkcjonowaniem rodzin oparty nie o sakramenty i instytucję kościoła a o instytucje bezpośrednio podlegle administracji państwowej – odpowiedniki współczesnych Urzędów Stanu Cywilnego. Tak to historia po raz kolejny zadrwiła z przyzwoitości, nieszczęsne rozbiory ojczyzny paradoksalnie ułatwiają nam – dzięki surowej polityce ludnościowej zaborcy, badania przeszłości rodzin. Wracając jednak do Jaroszewa.

Ośrodek wypoczynkowy nad jeziorem Jaroszewskim lata 1960 – 1965.

W 1738 roku wieś Jaroszewo była w posesji  (władaniu) jejmości Pana Żychlińskiego (administratora dóbr sierakowskich) i należała do klucza lutomskiego. „W niej sołtys Krzysztof Smiła, za przywilejem dawnym siedzący. Daje tynfów 60. Kmieci polskich 4. Pierwszy Paweł Dorożała poddany. Ma chałupę, w sieni tylko poprawy potrzebującą. Chlewy i stodołę ma dobre. Inwentarz pański do kmiecia należący ma. Drugi kmieć Michał, poddany. Ma chałupę złą, poprawy potrzebującą. Insze budynki dobre. Koni i wołów pańskich ma tylko po parze. Inne sprzęty ma kmiece. Chałupniczy tylko zaciąg robi i nie siał na zimę tylko 3 wiertele żyta. Trzeci kmieć Wojciech, poddany (…). Chałupę i inne budynki ma dobre. Inwentarz i sprzęty kmiece ma. Czwarty kmieć Michał Burka poddany. Ma chałupę dobrą, inne budynki puste. Inwentarza żadnego ani siewu nie ma. Komorne tylko robi. Ci dwaj kmiecie zrujnowani przez dawniejszych posesorów, w zabraniu im zbóż i inwentarzy. Chałupników 3. Pierwszy Szymon Szyc ma chałupę poprawy potrzebującą. Drugi Maciej, ma chałupę złą. Bez żadnych budynków. Trzeci Wojciech, ma chałupę złą, insze budynki dobre. Ci wszyscy poddani inwentarza pańskiego nic nie mają. Jest także na kmiecym placu siedzący Michał, poddany. Ma budynki dobre. Czynszu daje zł 66, owsa ćwiertni 2. kur 4. Karczmarz luźny, ma chałupę dobrą i inne budynki dobre. Daje czynszu rocznego z roli zł 48. Nad jeziorem jest chałupa rybacka, ale jeszcze niedokończona”. Tyle „Inwentarz dóbr sierakowskich, sporządzony na polecenie administratora, Franciszka Radzewskiego podkomorzego poznańskiego w dniu 26 listopada 1738 r.”( AP Poznań, Gr. Poznań 1038).

Mijają ledwie dwa lata i sporządzono jeszcze bardziej szczegółowy opis. Jaroszewo jest określone jako osada wsi Grobia. W niej to „Sołtys imieniem Krzysztof Szmitt (wcześniej odczytany czy zapisany Smiła) , za prawem dawnym siedzący. Daje czynszu tynfów 50 i owsa ćwiertni 2. Budynki wszystkie sołeckie jako to chałupa, stodoła, owczarnia i obory są dosyć porządne. Kmieci w tej wsi jest 5. Pierwszy kmieć Serdak, wziął za posesji (władania)  j. w. w. ichm. (jaśnie wielmożnych ichmości) państwa podkomorstwa poznańskiego konia 1. Inne zaś bydła ma dawne pańskie. Robi bydłem cały tydzień, ręczną także po drugiemu. Daje czynszu złoty, gr. 18, kadzielnego zł 3, kapłonów 2, jaj mendli 2. Chałupę ma wyreparowaną i chlewy, stodołę nową. Drugi kmieć Dorażał (Dorożała) ma bydło z dawna pańskie, koni parę, wołów 4, robi i daje jak pierwszy. Chałupę ma i chlewy reparowane, stodołę starą. Kmieć Busko (Buśko) z gruntu nowo osadzony, wziął zasiewek ozimy i jary, wołów 5, koni parę, krów 2, świnie 2, wozy 2, pługi 2, radła 2, kosy 2 do trawy, do sieczki trzecia, sierpów 3, rydle 2, siekiery 2, miechów 3 i pościel dla czeladzi. Robi i czynsz daje drugim kmieciom podobny. Chałupę i stodołę ma stare, obory nowe. Kmieć Jan. także z gruntu nowo osadzony, wziął zasiewy wszystkie ozime i jare, wołów 4, koni parę, krów 2, świń 2, wozy etc. (…). Temu pobudowało się było chałupę, stodołę i obory wszystkie nowe, ale że ze wszystkim pogorzał więc mu się też wszystkie budynki z gruntu nowo pobudowały powtórnie. Kmieć Sroka, także nowo osadzony, wziął zasiewy wszystkie ozime i jare, wołów koni parę. krów 2, świń 2. wozy, pługi, radła i inny porządek kmieciowi należyty. Chałupę, stodołę i chlewy ma nowe. Robi i daje tak, jako i drudzy kmiecie. Chałupników w tej wsi jest 4. Pierwszy przezwiskiem Prostak wziął konia za posesji  (…) państwa podkomorstwa. Daje kadzielnego zł 2, bydło zaś inne ma swoje. Robi w tydzień 2 dni bydłem, trzeci dzień ręczną. Chałupę, stodołę i chlewy ma wszystkie nowe. Michał chałupnik wziął woła (…) inne bydło ma swoje. Robi tak jak drugi, kadzielnego daje zł 2. Chałupę, stodołę i chlewy wszystkie ma nowe. Józek chałupnik wziął (…) wołów parę, inne bydło ma swoje. Robi tak jako i drugi. Daje kadzielnego zł 2. Chałupę, stodołę i chlewy ma wszystkie nowe. Klejdka (Klejda) chałupnik ma swoje bydło do roboty. Robi i daje jak drudzy chałupnicy. Chałupę, stodołę i chlewy ma stare. Grumber chałupnik ma swoje bydło, robi i daje jak drudzy. Chałupę zbudować mu trzeba i inne budynki. Karczmarz imieniem Wawrzyn od szynkowania piwa i wódki ma rolę chałupniczą. Od wydzielonej mu zaś sztuki roli nad Jeziorem Lutomskim, według prawa jemu danego, daje czynszu zł 40, gęsi 2, kapłonów 2. Karczma stara, stodoły i chlewy nowe. Że zaś ta wieś Jaroszewo była ogołocona z pastwisk, a na przyległe tam błota bydła ani koni wpędzić nie można było, więc na tychże błotach dla osuszenia pastwisk i łąk. wybiło się rowów prętów przeszło 800 i mostek przez rów należyty zbudowany”. Tyle za „Wizja majętności sierakowskiej, sporządzona w 1740 r. przez woźnego Stanisława Orczykowskiego”.

Ośrodek wypoczynkowy nad jeziorem Jaroszewskim. Widokówka z lat 1960 – 1965.

Mija lat 25 i w 1775 roku Jaroszewo „Ma sołtysa jednego, który czynszu płaci zł 63 gr. 20 i do Poznania w rok dwie fury daje. Kmieci 5. Pierwszy Wojciech Krauza, ma inwentarza pańskiego konie 2, wołów 3, krów 2, świń 5. Drugi Józef Błyszczak ma koni 2, wołów 2, krów 2, świń 2, wszystko pańskie. Michał Sianko trzeci, ma 2 konie. 3 woły. 2 krowy i świń 2. także wszystko pańskie. Czwarty Maciej Chomla ma 2 konie, 3 woły, 2 krowy i 2 świnie pańskie. Piąty  Paweł Maćko, ma 2 konie, 4 woły, 2 krowy, 2 świnie pańskie. Ci wszyscy, czyli każdy z nich, ma 2 pługi, 2 radła, 2 wozy, 2 siekiery, 2 kosy, 2 sierpy, 2 rydle z dworu sobie dane. Każdy z nich robi w tydzień pańszczyzny bydłem dni 6, ręczną dni 12 do świętego Marcina, a od święta św. Marcina ręcznej roboty nie robią, tylko bydelną. Pośledników 2. Pierwszy Wojciech Pych, ma pańskiego inwentarza konia 1, wołów 2, krowę 1, świnię 1. Drugi Paweł Brąmber ma pańskich, konia 1, woły 2, krowę 1, świnię 1. Ci obydwaj odrabiają tyle, ile jeden kmieć. Każdy z nich ma porządek połowiczny kmiecy, z dworu sobie dany. Chałupników 4. Pierwszy Bartłomiej Rogala, pańskiego inwentarza nie ma. Drugi Franciszek Buszko (Buśko), ma pańskiego konia 1. Trzeci Mateusz ma wołu pańskiego. Czwarty Stanisław Kudałka ma konia pańskiego. Porządków pańskich żadnych ci chałupnicy nie mają. Każdy z nich odrabia w tydzień bydłem dni 2, ręczną 1 dzień, do święta Św. Jakuba, a od święta Św. Jakuba do skończenia żniw. co tydzień po dni 5 ręczną robotę robią. Tej wsi kmiecie wyżej wyrażeni dają czynszu po zł 5 i gr. 10, po 2 kapłony, po 2 mędle jaj, po 2 sztuki przędzy. Poślednicy zaś przez połowę tego wszystkiego. A chałupnicy tylko po 2 sztuki przędzy dają. Karczma w tej wsi stara, po części w blochy. po części w rygle lepiona, poszyciem starym słomianym pokryta. Karczmarka Anna wdowa, zaciągu nie robi. Świętojankę, beczkę dwudziestą pierwszą od szynku bierze i roli pół chałupniczej ma”. (Za „Inwentarz dóbr sierakowskich wraz z opisem płynących z nich dochodów, spisany w dniu 27 lipca 1775 r.”)

Jeszcze w Jaroszewo 1846 wioska jest samodzielną jednostką administracyjną i liczy 8 dymów i 77 mieszkańców (Plater Ludwik August, Opisanie historyczno-statystyczne Wielkiego Księstwa Poznańskiego. 1846.  S.254). W kolejnych latach wioska się kurczy i  w końcu traci samodzielność i … sołtysa. Już pod niemiecką nazwą Garstedi, Garstaedt miejscowość wymieniana jest jako  folwark, dawniej wieś, i należy do królewszczyzny Grobia (Grabitz). Ta liczyła 2089 mórg i składała się  z samej wsi Grobia i folwarków Jaroszewo (Garstedt) oraz Kłosowice i Sprzeczno (Geissberg). Po podatku podymnego zgłaszano tu  15 dymów zamieszkałych przez 220 mieszkańców w tej licznie 70 ewangelików i 150 katolików. Pomiędzy nimi 51 było analfabetami. (Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich. T. 2, [Derenek – Gżack], 1881, s. 495, 810).

Restauracja 100 Jezior na jeziorem Jaroszewskim.

Na początku XX wieku wieś Grobia została objęta programem osadnictwa Pruskiego … to jednak temat na zupełnie inną opowieść. Miejsce o charakterze jaki współcześnie znamy zaczęło się kształtować w okresie 20. lecia międzywojennego. Wtedy to Sieraków a właściwie brzegi jeziora Jaroszewskiego stały się popularnym miejscem organizacji wypoczynku letniego dzieci, szkolenia sportowców i organizacji paramilitarnych w tym Sokoła, skautów i organizacji przysposobienie wojskowego. W tym duchu eksploatowali okolicę także Niemcy w czasie II. wojny światowej urządzając urządzonym w latach 30. w Jaroszewie ośrodku wypoczynkowym obozy młodzieży z Hitlerjugend.

Jezioro Jaroszewskie

Największy jednak rozwój turystyki wokół jeziora Jaroszewskiego nastąpił w czasach budowy socjalizmu. Wtedy, aby zapewnić klasie robotniczej godnie, jej wysiłków wkładanych w budowę socjalizmu, warunki wypoczynku, władze wybudowały wiele obiektów tworząc prawdziwy kurort z pięknymi plażami. Część z ówczesnych inwestycji, po zmianach i modernizacjach służy turystom po dziś dzień. Choć trudno w to uwierzyć, współcześnie istniejące nad jeziorem ośrodki są kontynuatorami nieomal 100 letniej tradycji wypoczynku nad wodą.

3 myśli na “Jaroszewo – baśnie i fakty o pięknym wczasowisku koło Sierakowa”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 × cztery =